Tak oto zaczynam. Zarówno w formie, jak i w treści w stylu minimalistycznym.
Minimalistyczna jest też ryba, soczysta, subtelna w smaku, z małą ilością przypraw.
Ponieważ śnieg kazał na siebie czekać, a ja zdążyłam stęsknić się za bielą w krajobrazie, niech teraz biało będzie wszędzie - za oknem i na talerzu.
Pieczony pstrąg
pstrąg - najlepiej świeży
ok. 50 ml oliwy
2 ząbki czosnku
zioła prowansalskie
kilka plastrów z cytryny
Rybę opłukać, osuszyć. Ząbki czosnku przecisnąć przez praskę i dodać do oliwy razem z ziołami prowansalskimi. Wmasować marynatę w rybę. Do środka ryby włożyć kilka plastrów cytryny. Rybę włożyć do lodówki na około 30 minut. Po tym czasie umieścić ją na blasze skropionej oliwą, można na wierzch położyć plasterki cytryny albo ząbki czosnku. Piec w piekarniku przez kolejne pół godziny
(moja ryba była mała, pieczona w prodiżu, bez folii. Skończyłam ją piec, kiedy skórka była chrupiąca).
Smacznego!